Blog > Komentarze do wpisu
Wrocław - co się podobało a co nie

Niestety w ogólnym podsumowaniu uznaliśmy że Wrocław jest przereklamowany.

Konsumpcja: To chyba nie jest tak że po prostu mamy pecha i ciągle trafialiśmy do kiepskich knajp lub nie mogliśmy ich znaleźć. Sporo przecież razem podróżujemy to tu to tam a jako zodiakalne Byki jeść lubimy i zawsze i wszędzie trafiamy na coś co możemy polecieć.

We Wrocławiu niestety pierwsze już miejsce ( pierogarnia na Rynku) nas rozczarowała. Moje pierogi to była jedna wielka rozpadająca się klucha , R znów miał tak suchy farsz że wiórkami wypadał z pierogów. Do tego piwa brak ( mimo że w menu stoi jak najbardziej) a pepsi chyba z butelki bo na pewno nie z dystrybutora.

Potem był statek przy jednej z wysp. Piwo ok ale znów podali jeden deser zamiast dwóch.

Ulica Jatki. Zamówiliśmy piwo i szaszłyczki. Gdyby R nie poszedł zapytać o nie pewnie nigdy by do nas nie dotarły. No ale tak to jest jak się przez komórkę pieprzy w miejscu pracy. Piwo za to piliśmy do czasu kiedy dostrzegłam że mój kufelek jest upierdzielony z góry na dół. Aż się rzygać chciało. Szaszłyki też nie zachwyciły.

W Zoo obiadu nie uświadczysz. Same parasole a w nich szaszłyki , frytki i kiełbasy z grilla Podobnie kawałek dalej. Nawet jedną babę zapytałam czy we Wrocławiu jest coś takiego regionalnego do zjedzenia. Ba poszłam dalej i zapytałam o kluski śląskie i roladkę z kapustą aż się R śmiał że mi się Śląska pomyliły. No i co z tego skoro tyle Wrocław rzeczy ma niewrocławksich to i tą jedną mógł zaiwanić. Ostatecznie wylądowaliśmy na szaszłyku i kiełbasce na przystani przy Zoo. I tu znów rozczarowanie. Zamawiamy , jeszcze nie ma ale będzie za 10 minut. PO 10 minutach okazuje się że pan już o zamówieniu nie pamięta i "nasze" porcje poszły w świat z kimś innym. Właściwie to mam ochotę zadzwonić do sanepidu bo po obiedzie tam najpierw bolał mnie brzuch a teraz mam po prostu ostrą biegunkę.

No były na Rynku knajpy jedna przy drugiej ale albo tak obsadzone że bez szans by się dostać , albo z takimi cenami że nas nie stać albo sushi ( ja pójdę a R nie) albo włoskie oryginalne albo inne które nie zachęcały.

No ale żeby tak źle nie było to jest bardzo dobra woda " ślężanka" .

Było jeszcze piwo z ZUPie. Na ulicy Ruskiej mieści się Zakład Usług Piwnych. Dość klimatyczne miejsce z sporym wyborem piw różnych , ukrytych pod różnymi dziwnymi nazwami.

Gdyby nie KFC czy MC padlibyśmy z głodu.

Podsumowując mam wrażenie że "karmiciele" lecą na ilość nie na jakość. Przyszedł naiwny turysta zapłacił a że mu nie smakowało to mamy to w dupie ... przyjdą inni i tak zarobimy.

Rynek: szybko odkryliśmy minusy posiadania pokoju od rynku. Sądziłam że cisza nocna w takich miejscach też obowiązuje chociaż może trochę później niż 22. Nie wiem do teraz. Wiem jedno. Można zaakceptować gwar , śmiechy czy rozmowy bo robi się z tego biały szum i właściwie nie przeszkadza. Ale jeżeli jakieś bydło ryczy pod oknem do 4:30 - o 4 McD zamykali - to mam ochotę zamordować. Niestety jestem przyzwyczajona do tego że za oknem mam ciszę i ciemność. Dwie noce z głowy. Drugiej nocy R po prostu padł i przespał blisko 12 godzin. Ze mną nie tak łatwo . Byłam świadkiem żenującego spektaklu pt. wieczór panieński. Piski , kwiki i całowanie obcych facetów. Nigdy nie brałam w czymś takim udziału i mam nadzieję że nie będę musiała. Oczywiście do 4 darł się tym razem inny gość.

Formy Różne: czyli żebracy których jest we Wrocławiu sporo. Mój stosunek do żebractwa jest powszechnie znany więc się rozpisywać nie będę.

Ale też byli uliczni artyści których lubię i zawsze coś im wrzucam. Był chłopak który zbierał na prawdziwą perkusję a walił w jakieś blachy, butelki i baniaki i bardzo dobrze mu to szło. Niestety jak zobaczyliśmy jego kumpli z marginesu to się aż żal chłopaka zrobiło. Bo talent miał a bezzębni obszarpańcy robili na nim kasę. Był też klarnecista którego muzyka bardzo mi się podobała i Szkot w kilcie i tańczący z ogniem. I była pani śpiewająca. Ale śpiewała tak że mi to "Ave Maria" prawie łzy wycisnęło.

Zoo: remonty , złe oznaczenia i chyba po Zoo w Pradze nic już nas nie zachwyci.

Panorama Racławicka - naprawdę warta obejrzenia jednakże zastanawiam się dlaczego jest we Wrocławiu skoro Racławice są rzut beretem od Krakowa?

Najlepiej chyba podsumowała to pani od schodów pokutnic - przez 50 lat mieszkała we Wrocławiu ale to miasto się zmieniło ... na gorsze. Dlatego się wyprowadziła.

Ja wyjechałam z ulgą. Nie wiem czy będzie coś co zachęci nas do powrotu.

 

p.s. R mi kazał dopisać że było dużo Niemców i łóżko skrzypiało .

Ja dopiszę że u niego na blogu ( zakładki -> oczopląs) będą zdjęcia się ukazywały z tego wypadu.

niedziela, 08 lipca 2012, agpagp
Komentarze
2012/07/08 22:19:57
A mnie się podobało, bo byłaś tam Ty :)
-
2012/07/08 22:20:23
Twoje uwagi,wezmę pod rozwagę,i zapamiętam. Bo do Wrocka sie wybieram w sierpniu. Dziekować z szczegółowy opis Wrocławia :)
-
2012/07/08 22:33:49
Kminku Ty też mi się bardzo podobasz :D

Lysolku myślę że warto wcześniej sprawdzić gdzieś gdzie warto i co zjeść ale też co zobaczyć. My nie wiemy czy to tak się się oczekiwania wygórowały czy to wszystko jakoś tak idzie na dno :)
-
2012/07/09 10:28:02
To ja chyba z jedzeniem miałam więcej farta...na św. Antoniego jest dość dobry kebab, na Ruskiej...można zjeść śniadanie...i greckie knajpy nie są najgorsze na Rynku...mój żurek był pyszny :)
-
2012/07/09 21:07:02
O, a ja Wrocław znam z przejazdów koleją i kryminałów Krajewskiego (ale to się pewnie nie liczy ;)). Ale chętnie bym sobie to miasto pozwiedzała.
Pozdrawiam Pestko!
O.
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Porady prawne.
adopt your own virtual pet!